Ożywienie Czy Zmartwychwstanie? - Chrześcijaństwo, Podróż od Faktów
W imię Allaha Miłosiernego Litościwego
Nie ma innego Boga oprócz Allaha i Muhammad jest Jego Posłańcem
Muzułmanie którzy wierzą w Mesjasza,
Hazrat Mirza Ghulam Ahmad Qadiani (as)
Powiązane treści
Ożywienie Czy Zmartwychwstanie

Ożywienie Czy Zmartwychwstanie? – Scenariusz powstania Jezusa z martwych przedstawia wiele problemów. Niektóre z nich zostały już omówione w poprzednim rozdziale. Teraz zwracamy się ku innym zawiłościom. Rozważymy teraz naturę „umysłu” Jezusa, poprzedzającą Ukrzyżowanie oraz po jego powstaniu z martwych. Jego umysł ożył na nowo, po utraceniu funkcjonowania przez trzy dni i trzy noce. Kwestia polega na tym, co takiego dzieje się z mózgiem w chwili śmierci? Przynajmniej w jednej sprawie istnieje konsensus pomiędzy zarówno chrześcijańskimi, jaki i niechrześcijańskimi ekspertami medycyny: jeśli mózg pozostaje martwy przez więcej, niż kilka minut, nie da się już tego odwrócić. Mózg, z chwilą, gdy odetnie się mu dopływ krwi, zaczyna się rozkładać.

Jeśli Jezus umarł podczas Ukrzyżowania, oznaczać to może jedynie, iż jego serce przestało funkcjonować i nie pompowało dalej krwi do jego mózgu, przez co jego mózg przestał funkcjonować niewiele później. A zatem przestał działać jego cały system podtrzymywania życia, inaczej nie mógł on być nazwany martwym. W takim wypadku stajemy przed bardzo intrygującą kwestią ku zrozumieniu życia i śmierci Jezusa Chrystusa.

Śmierć Jezusa Chrystusa, jak zostało zademonstrowane, oznaczałaby ostateczne opuszczenie przez jego ciało astralne, lub też duszę, jeśli chcemy ją tak nazywać, fizycznej klatki jego ludzkiego ciała. Jeśli tak, jego ożywienie musiałoby oznaczać powrót tego samego ciała astralnego do tego samego fizycznego ciała, które to opuściło trzy dni wcześniej. Taki powrót duszy na nowo uruchomiłby zegar fizycznego życia. Aby taka rzecz mogła mieć miejsce, rozkładające się, martwe komórki mózgowe musiałyby nagle powrócić do życia i cały chemiczny proces rozkładu musiałby zostać kompletnie odwrócony. Stanowi to przeogromny problem i rozwiązanie jego pozostanie na zawsze wyzwaniem dla chrześcijańskich biochemików. Opisanie odwrócenia całkowitego procesu rozkładu wewnątrz centralnego układu nerwowego znajduje się poza najdalszymi granicami naukowej wyobraźni. Jeśli kiedykolwiek by się tak wydarzyło, byłoby to autentycznie cudem, przecząc nauce i kpiąc z praw stworzonych przez Samego Boga, ale byłby to cud, który mimo wszystko nie rozwiązałby naszego problemu.

Takie ożywienie oznaczałoby nie tylko ożywienie komórek układu nerwowego, ale na dobrą sprawę ich syntezę. Nawet, jeśli odbudowano by poprzednie komórki i przywrócono je do życia dokładnie takimi, jakimi były wcześniej, stanowiłyby one, na dobrą sprawę, nowy zestaw komórek bez jakichkolwiek wcześniejszych informacji. Musiałyby one zostać odtworzone, wraz z całością informacji istotnych życiu Jezusa, które to zostały wymazane z jego mózgu po śmierci jego umysłu.

Życie, tak jak je rozumiemy, stanowi świadomość wypełnioną informacją przechowywaną przez miliardy neuronów w mózgu. Ta informacja dzieli się na o wiele bardziej skomplikowaną i poplątaną wiązkę bitów skomputeryzowanych danych pozyskiwanych z każdego z pięciu zmysłów. Jeśli wymaże się te dane, wymaże się samo życie. A zatem ożywienie mózgu Jezusa oznaczałoby wytworzenie nowego mózgu-komputera z kompletnie nowym oprogramowaniem. Zawiłość ta odnosi się również do chemii reszty ciała Jezusa Chrystusa. Aby ożywić ciało, trzeba by rozpocząć kolosalny proces rekonstrukcji chemicznej po odzyskaniu całości materiału utraconego w procesie rozkładu. Po wydarzeniu się tak wielkiego cudu pozostawała by kwestia, kto konkretnie został ożywiony i z jakim skutkiem? Czy był to człowiek w Jezusie, czy bóg w nim? Dlatego właśnie kładziemy taki nacisk na zrozumienie osoby Jezusa.

Kiedykolwiek wykaże się, iż Jezusowi coś nie powiodło się i nie udało mu się wykazać swych super mocy Syna Bożego, chrześcijanie tłumaczą to jego niepowodzeniem jako człowieka, a nie boga. Mamy zatem wszelkie prawo, by kwestionować i dokładnie definiować, która część w nim była człowiekiem, a która bogiem. Niepowodzenie człowieka w Jezusie wymaga ludzkiego umysłu, istoty oddzielnej bogu w nim. Gdy ożywiono mózg to ludzki element Jezusa powrócił do życia, gdyż „Boska” istota Jezusa nie potrzebowała materialnego mózgu, by ją podtrzymać. Dla „Boskiej” istoty stanowił on jedynie naczynie podczas swego wcześniejszego pobytu na ziemi, tak to ma miejsce w przypadku duchowego medium. A zatem ożywienie Jezusa oznaczałoby jedynie ożywienie człowieka w nim, bez którego powrót jego duszy do ciała byłby niemożliwy.

Jeśli taki scenariusz jest nie do zaakceptowania, to stawiamy czoło kolejnemu poważnemu problemowi przypisania Jezusowi dwóch niezależnych umysłów podczas jego ziemskiego życia, jednego człowieczego, a drugiego boskiego, zajmujących tę samą przestrzeń, lecz poza tym niepowiązanych i niezależnych. Jeśli tak, to kwestia ożywienia wymagać będzie ponownego zbadania, aby zrozumieć dokładnie jej prawdziwą naturę. W tym wypadku nie musimy sobie wyobrażać rekonstrukcji ludzkiego mózgu koniecznej ku temu, by zapewnić miejsce ludzkiemu umysłowi; wystarczy, iż wyobrazimy sobie Jezusa na nowo wkraczającego do czaszki wypełnionej rozkładającymi się pozostałościami mózgu swego byłego, ludzkiego gospodarza.

Im głębiej zajrzymy w tę kwestię, tym więcej zastaniemy problemów na każdym badanym poziomie. Ludzki umysł wymaga mózgu jako narzędzia, by przeprowadzać swój proces myślowy. Co do funkcji fizycznego ciała, o ile wierzymy iż umysł jest oddzielną istotą która żyje sama, niezależnie, oznaczałoby to, iż umysł i dusza są tym samym. Jakkolwiek tego nie nazwiemy, umysłem czy też duszą, można uznać go za zdolnego do samodzielnego życia, nawet po odcięciu od ludzkiego mózgu. Lecz jeśli umysł bądź dusza wymagana jest, by zarządzać ludzkim ciałem, lub też reagować na to, czego doświadcza w sferze fizycznej, to musi istnieć głęboka więź pomiędzy umysłem a mózgiem, czy też duszą a mózgiem, inaczej nie byłyby one w stanie wpływać na, motywować czy też kontrolować fizycznych, mentalnych czy też sentymentalnych procesów w człowieku. Być może nie da się tego przedyskutować.

Wiedzie nas to ku kolejnemu, poważnemu problemowi: czy tak zwany Boski Syn musi kontrolować ciałem przez mózg? I czy wymaga on fizycznego mózgu, aby myśleć? Jeśli stoi on ponad jakimikolwiek ludzkimi ograniczeniami i jeśli posiada własny, niezależny układ procesów myślowych, unikalny mu, bez jakichkolwiek odpowiedników w całym wszechświecie przez siebie stworzonym, to powrót duszy Boga do ciała człowieka wraz z powrotem umysłu ludzkiego tworzy przedziwną sytuację podwójnej osobowości z dwoma sprzecznymi procesami myślowymi, ponieważ niemożliwym jest, aby ludzki umysł i ludzka dusza kompletnie zjednoczyły się z umysłem Boga i Jego istotą. Występowałaby ciągła różnica pomiędzy tymi dwoma procesami myślowymi z bardzo irytującymi zderzeniami się fal mózgowych. Taki przypadek byłby godzien leczenia przez jakiegoś nadludzkiego psychiatrę. Być może stanowi to nowy rodzaj duchowej schizofrenii.

Powiedziawszy to, skonstruujmy teraz całą sytuację z innego punktu widzenia. Po dość dogłębnym przestudiowaniu chrześcijaństwa doszedłem do wniosku, iż zrozumienie pewnych pojęć jest często omylne, a ich zastosowanie bez wcześniejszego pojęcia płynących z nich wniosków często ma się nijak do wskazywanych sytuacji. Chrześcijańska ideologia jest gęsto zamglona takim złym pojmowaniem i nadużywaną terminologią. „Ożywienie” to jedno, a „Zmartwychwstanie” drugie i obydwa mają różne znaczenia. Do tej pory intencjonalnie użyliśmy terminu „ożywienie” mówiąc o możliwości powrócenia Jezusa do życia. Jak jasno dostrzegliśmy podczas wcześniejszego omówienia, „ożywienie” oznacza powrót wszystkich witalnych funkcji ludzkiego ciała po śmierci. Lecz „zmartwychwstanie” jest kompletnie innym zjawiskiem.

Niestety, chrześcijański kościół, na całym świecie, odpowiedzialny jest za zmylenie chrześcijańskich umysłów poprzez niewłaściwe stosowanie tych pojęć zamieniając jedno z drugim, lub przynajmniej przypisując jednemu znaczenie drugiego. Większość chrześcijan rozumie zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jako powrócenie z powrotem do swego ludzkiego ciała, które to opuścił w chwili swej rzekomej śmierci. Oczywiście nie zgadzamy się z tym i pozostajemy przy należnym nam stwierdzeniu, iż był to stan głębokiej śpiączki, a nie śmierci.

Jeśli poprawnie zrozumiane i zastosowane, określenie „rezurekcja Jezusa” nie może oznaczać powrotu jego duszy to tego samego ludzkiego ciała, które to opuściła w chwili śmierci. Określenie „rezurekcja” oznacza jedynie stworzenie nowego ciała astralnego. Takie ciało jest duchowej natury i jako pewnego rodzaju klepsydra dla wypełniającej je duszy. Tworzone jest dla wiecznej kontynuacji życia po śmierci. Niektórzy zwą je ciałem astralnym lub też Atmą [Atman]. Bez względu na nadane imię znaczenie pozostaje takie samo; rezurekcja odnosi się do stworzenia nowego ciała dla duszy, które jest eteryczne i nie jest, powtarzamy, nie jest powrotem duszy do tego samego, rozłożonego już ciała ludzkiego, które wcześniej opuściła.

Św. Paweł powiedział dużo właśnie w tym znaczeniu o rezurekcji Jezusa Chrystusa. Wierzył w rezurekcję nie tylko Jezusa, ale w rezurekcję ogólną wszystkich tych, którzy umrą i zostaną ocenieni przez Boga za godnych uzyskania nowej egzystencji i nowej formy życia. Osobowość duszy pozostaje taka sama, lecz zmienia się jej siedziba. Zgodnie ze Św. Pawłem jest to powszechne zjawisko, które musi zostać zaakceptowane, inaczej chrześcijaństwo czy w ogóle religia nie miałaby żadnego znaczenia.

Listy Św. Pawła do Koryntian powinny być dogłębnie przebadane, gdyż są w tej sprawie kluczowe. Nie pozostawiają miejsca na wątpliwości, przynajmniej w moim umyśle, iż za każdym razem, gdy mówił on o Jezusie widzianym po Ukrzyżowaniu, miał on na myśli tylko i wyłącznie jego rezurekcję i nigdy przez myśl nie przeszło mu, że Jezus powrócił do swego śmiertelnego ciała i że został on przywrócony do życia w normalnym, fizykalnym znaczeniu. Jeśli moje zrozumienie Św. Pawła jest nie do zaakceptowania dla niektórych chrześcijańskich teologów, musieliby oni przyznać, iż Św. Paweł jasno zaprzeczył samemu sobie, ponieważ przynajmniej w kilku swych zdaniach na temat nowego życia Jezusa nie pozostawia on cienia wątpliwości, iż rozumiał nowe życie Jezusa jako rezurekcję, a nie ożywienie ludzkiego ciała, w którym to ponoć zamknięta została jego dusza.

Poniżej wymienione zostały niektóre z istotnych wersetów, które mówią same za siebie:

Bóg zaś i Pana wskrzesił i nas również swą mocą wskrzesi z martwych. (1 Kor 6:14)

Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe – powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało ziemskie powstanie też ciało niebieskie. (1 Kor 15:42-44)

Oto ogłaszam wam tajemnicę: nie wszyscy pomrzemy, lecz wszyscy będziemy odmienieni. 52 W jednym momencie, w mgnieniu oka, na dźwięk ostatniej trąby – zabrzmi bowiem trąba – umarli powstaną nienaruszeni, a my będziemy odmienieni. (1 Kor 15:51-52)

Mamy jednak nadzieję… i chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana. (2 Kor 5:8)

Pozostała do rozwiązania kwestia wynika ze słów Św. Pawła co do zapisów wczesnych chrześcijan mówiących o tym, jak to widziano Jezusa w swym ciele po Ukrzyżowaniu. Jeśli Św. Paweł rozumiał to jako rezurekcję Jezusa, to mógł mieć oczywiście rację, a jego osobista wizja Jezusa i komunia z nim mogłaby być tłumaczona rezurekcją w sensie odwiedzin duszy zmarłego z zaświatów, przyjąwszy postać zgoła identyczną do tej przed śmiercią. Lecz wydaje się, iż zostały tu poplątane dwa rodzaje dowodów. Na początku musimy rozważyć wczesne świadectwo jego uczniów oraz tych, którzy go kochali i szanowali, nawet jeśli nie byli oni formalnie chrześcijanami. Świadectwo to Św. Paweł musiał zrozumieć źle, gdyż jasno mówi ono o Jezusie, który przybrał ludzką formę wraz z fizycznym ciałem, a tego nie można nazwać rezurekcją.

Aby tego dowieść, wystarczy odnieść się do wydarzenia, którym Jezus zaskoczył swoich uczniów:

Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?” Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. (Ew. Wg. Św. Łukasza 24:37-43)

Wydarzenie to stanowczo przeczy idei rezurekcji, mówiąc, iż Jezus chciał jasno zademonstrować iż był tą samą osobą, w tym samym ciele, a nie duchem; czy też, iż nadal wymagał pożywienia, aby funkcjonować. Jeszcze wyraźniej wykazuje to, iż wcześni chrześcijanie mówili o dwóch różnych rzeczach. Kiedykolwiek sceptycznie zarzucano im absurdalność tej idei powstania Jezusa z martwych, bronili się oni pojęciem rezurekcji, które jest logicznie i filozoficznie wytłumaczalne. List do Koryntian szczególnie wyraźnie wykazuje ten problem skakania z krzaczka na krzaczek.

Po raz ostatni wracając do świadectw spotkań wczesnych chrześcijan z Jezusem, nie pozostaje nam nic innego, jak uwierzyć, iż Jezus, który pojawił się niedługo po Ukrzyżowaniu wielu swym uczniom i bliskim, który przemawiał do nich, towarzyszył im i powoli oddalał się od miejsca Ukrzyżowania, głównie pod osłoną nocy, z pewnością nie był osobą poddaną rezurekcji, lecz albo autentycznie ożywioną z martwych, bądź też taką, która to nigdy nie umarła, a cudownie powróciła ze stanu bliskiego śmierci. Był on autentycznie tak bliski śmierci, iż jego stan porównywalny był ze stanem Jonasza w brzuchu ryby. Niewątpliwie jest to jedyna akceptowalna możliwość.

Aby pomóc chrześcijanom w zrozumieniu naszego punktu widzenia, przedstawię teraz podobny, hipotetyczny przypadek. Ta sama historia powtarza się w dzisiejszych czasach. Podjęta zostaje próba zabicia kogoś przez ukrzyżowanie i osoba ta zostaje uznana za zmarłą. Następnie ta sama osoba widziana jest żywa przez swych znajomych. Zauważają oni widoczne znaki ukrzyżowania na jej fizycznym ciele. Następnie osoba ta zostaje prawnie zatrzymana i postawiona przed sądem z zarzutem prokuratorskim, iż ponieważ jakimś cudem udało jej się uniknąć śmierci na krzyżu, powinna ona zostać ponownie ukrzyżowana. Osoba ta broni się stwierdzeniem, iż z pewnością już raz umarła; stąd wykonany został już wyrok i teraz osoba ta powstała z martwych za wyjątkową łaską Bożą, a zatem nie można ponownie wykonać kary, gdyż wiedzie ona teraz zupełnie nowe życie, w którym to nie popełniła jeszcze żadnego wykroczenia. Jeśli sąd przyznałby tej osobie rację, oczywiście nie zostałaby ona ukarana za zbrodnię, za którą w końcu już zapłaciła.

Jeśli rzeczywiście takie wydarzenie miałoby miejsce w kraju chrześcijańskim, przed chrześcijańskim sądem i chrześcijańską ławą przysięgłych, wydanie jakiego werdyktu proponowałby czytelnik? Jeśli obrona oskarżonej osoby miałaby zostać odrzucona i miałaby ona ponownie zostać stracona, jak zostałoby to usprawiedliwione?

Ewidentnie, żaden trzeźwo myślący sąd, chrześcijański czy też nie, oraz jakakolwiek ława przysięgłych składająca się z rozsądnych ludzi w ogóle nie przyjęłaby obrony polegającej na tym, iż oskarżony powrócił po śmierci do życia. Werdykt taki nie wynika ze stanowisk rasowych, religijnych, kościelnych czy też etnicznych. Jest uniwersalny w swej naturze i żaden trzeźwo myślący człowiek nie byłby w stanie wydać innego. A zatem powszechny konsensus ludzkiego intelektu odrzuciłby usprawiedliwienie „ożywienia” i określiłby zajście jedynie „przeżycia”. Dokładnie to samo miało miejsce w wypadku Jezusa Chrystusa. Nie był to ani przypadek ożywienia, ani też rezurekcji, lecz jak podpowiada zdrowy rozsądek, po prostu przeżycia.

Zmartwychwstanie martwego ciała Jezusa jest w chrześcijaństwie tak kluczowe, iż należy zbadać tego przyczyny. W całym znaczeniu widocznie brakuje jakiejkolwiek logiki. Dlaczego rzekomy „Syn Boży” po uwolnieniu ze swej ludzkiej klatki miałby kiedykolwiek do niej wracać? I jak można to brać za pewny dowód, iż rzeczywiście umarł on i powrócił do życia? Aspekt ten został już wcześniej omówiony i nie będę się powtarzał, pragnę natomiast skupić uwagę czytelnika na kolejnej, kluczowej kwestii.

Skąd wzięła się w chrześcijańskiej teologii tak absurdalna idea i stopniowo, po kilku wiekach od nadejścia Jezusa, wyrosła na jeden z filarów chrześcijańskiej wiary, bez którego to cała budowla chrześcijańskiej teologii skazana była na upadek? Postaramy postawić się na miejscu wczesnych chrześcijan, którzy to stawili czoła prawie nierozwiązywalnemu problemowi, oraz poczęli rekonstruować okoliczności, w których chrześcijaństwo nabrało formy odbiegającej od rzeczywistej. Być może w ten sposób łatwiej będzie nam dogłębnie zrozumieć stworzenie i zniszczenie chrześcijaństwa. Trzeba zachować w uwadze ten twardy fakt: jeśli Jezus, niechaj spoczywa w pokoju, rzeczywiście umarłby na krzyżu, to w oczach Żydów z pewnością stanowiłby oszusta.

Jadowita Mowa przeciw Świętym

Jak już wcześniej wykazano, pismo przewidziało, iż jakikolwiek fałszywy prorok, który to przypisywałby Bogu coś, czego On nie powiedział, zawisnąć miał na drzewie. Stąd też śmierć Jezusa na krzyżu równoważna byłaby śmierci chrześcijaństwa. Dlatego właśnie autentyczna, żydowska literatura religijna pełna jest napawania się faktem śmierci Jezusa na krzyżu. Jego uwcześni, żydowscy wrogowie uważali, iż została mu wykazana, ponad wszelką wątpliwość, jego fałszywość, na podstawie właśnie tych słów z Biblii. Stracili oni do niego jakikolwiek szacunek i użyli w stosunku do niego języka tak nieczystego i obrażającego, iż literatura ta jest nie do czytania dla kogokolwiek, kto kocha Jezusa tak jak my, jako prawdziwego, ukochanego i świętego posłańca Allacha. Można sobie dokładnie wyobrazić głębokie i intensywne cierpienie wczesnych chrześcijan, którzy wiedzieli, iż Jezus był człowiekiem świętym i prawdziwym posłańcem Boga, któremu przypisano wyjątkową rolę Mesjasza. Jak mieli oni bronić się przed gwałtownymi atakami za pomocą tak nieczystego języka, który to, czytany dziś w kontekście współczesnym, przywodzi na myśl okropny obraz powszechnie znanej książki Salmana Rushdie’go pt. „Szatańskie Wersety”?

Ten totalny brak szacunku dla godności wydaje się wynikać z głębi ludzkiej degradacji. Następujące cytaty nakreślą czytelnikowi ogólny obraz tego, co się dzieje z przyzwoitymi wartościami ludzkimi, gdy rozjuszeni antagoniści osób świętych postanawiają uczynić ich obiektami swych zuchwałych, skrzywionych i wypaczonych bredni.

Talmud, doktrynalna księga zawierająca całość wiedzy i wiary Żydów, mówi, iż Jezus nie tylko narodził się z nieprawego łoża, lecz był podwójnie nieczysty z powodu jego szatańskiego poczęcia przez Maryję w trakcie okresu menstruacji. Dodatkowo rozpisano się tam o tym, iż posiadał on duszę Ezawa; iż był głupcem, sztukmistrzem, uwodzicielem; iż został ukrzyżowany, pochowany w piekle i od tamtej pory uznany za bożka przez swych wiernych. Następujące fragmenty pochodzą z książki pt. Chrześcijanin w Talmudzie, autorstwa ks. Justyna Bonawentury Pranajtisa:

Poniżej jest opowiadane w Trakcie Kallah, lb (18b): „Kiedyś, gdy starsi siedzieli przy Bramie, dwóch młodych mężczyzn przechodziło, z których jeden miał zakrytą głową. Drugiej miał gołą głowę. Rabbi Eliezer powiedział, że ten, z gołą głową był nieślubny, mamzer. Rabin Jehoschua powiedział, że został poczęty w czasie menstruacji, ben niddah. Rabin Akibah jednak powiedział, że był i nieślubny i poczęty w czasie menstruacji. Wobec czego pozostali zapytali, dlaczego rabin Akibah śmiał zaprzeczyć jego kolegom. Odpowiedział, że może udowodnić to, co powiedział. Podszedł więc do matki chłopca którą zobaczył siedzącą na rynku i sprzedającą warzywa i rzekł do niej: ,,Moja córko, jeśli odpowiesz zgodnie z prawdą, na to o co mam zamiar zapytać Cię, obiecuję, że będziesz uratowana w przyszłym życiu’’ Ona domagała się aby przysiągł dotrzymania obietnicy i rabin Akibah uczynił tak, ale tylko ustami, w sercu swym zaraz unieważnił przysięgę. Potem powiedział: „Powiedz mi, jakie to jest syn twój? „Na co ona odpowiedziała:” W dniu, w którym wyszłam za mąż miałam menstruację i dlatego mój mąż zostawił mnie. Ale zły duch wszedł i spał ze mną i  z tego stosunku urodził mi się syn „W ten sposób udowodniono, że ten młody człowiek był nie tylko nieślubny, ale także poczęty w czasie menstruacji jego matki. A gdy to usłyszeli jego rozmówcy powiedzieli:,,Wielki rzeczywiście był rabin Akibah, kiedy skorygował Starszych! I zawołali: „Błogosławiony Pan Bóg Izraela, który Objawił swoją tajemnicę Rabinowi Akibah synowi Józefa! ” Tak Żydzi rozumieją, że  historia ta odnosi się do Jezusa i jego matki, Marii,  jest to wyraźnie wykazane w ich książce Toldath Jeschu-,,Pokolenie Jesusa’’-gdzie narodziny naszego Zbawiciela są opisywane w prawie tych samych słowach. ” [1]

 Wszystko, co dobre w człowieku, burzy się przeciw takiemu cuchnącemu plugastwu, którym to obrzucono święte imię oraz obraz Jezusa w literaturze jego wrogów. Oczywiście, Jezus narodził się z czystej, świętej kobiety imieniem Maryja, i nic poza nieograniczoną potęgą stwórczą Pana Boga nie odegrało w tym roli. Idea poczęcia przez stosunek z diabłem podczas menstruacji jest o wiele bardziej prawdopodobna w przypadku tego, kto wymyślił to szyderstwo. I tak oto nawet żonom czy matkom świętych nie szczędzi się jadu ze strony języków i piór złorzeczących zboczeńców. Nie ma różnicy, czy maniak taki żył dwa tysiące lat temu, czy też narodził się w czasach współczesnych. Jakże niesamowite jest, iż nawet najbardziej rozwinięte z dzisiejszych cywilizowanych społeczeństw są w stanie przymknąć oczy na takie potworności i raczej skłonne przyzwolenia takim skandalicznym zniesławieniom w imię wolności słowa mówionego i pisanego.

Język użyty przez Salmana Rushdie’go, na przykład w stosunku do świętych pań Świętego Proroka Islamu, nie różni się zbytnio od tego oczerniającego matkę Chrystusa:

,, Jest również opowiadane w Sanhedrin, 67a: ,, Oto co zrobili oni synowi Stada w Lud, i powieszono go w przededniu Paschy. Bo syn Stada był synem Pandira. Bo rabin Chasda mówi nam, że Pandira był mężem Stada, jego matki i żył w czasie Paphusa syna Jehudy „.

Autor Chrześcijanina w Talmudzie, Ks. I.B. Pranajtis, tak oto komentuje te wersety:

Znaczenie tego jest, iż Maria nazywana była Stada, to znaczy prostytutka, ponieważ, według tego co myślano w Pumbadita, ona opuściła swego męża i popełniła cudzołóstwo. Jest to również zanotowane w Talmudzie Jerozolimskimi i u Maimonidesa. Czy Ci którzy wierzą w takie diabelskie kłamstwa zasługują na wielkie znienawidzenie czy pożałowanie, nie jestem w stanie powiedzieć.

Rzeczywiście jest to krzyk bólu serca bezradnej ofiary, ubolewającej z powodu fanatycznego wykpienia swego ukochanego pana. Wcześni chrześcijanie z pewnością cierpieli jeszcze bardziej i doświadczyli piekła za sprawą wykpienia przez Żydów tamtej epoki. Byli oni ofiarami inwektyw, wymierzonych nie w kogoś, o kim pamięć została dawno zapomniana, lecz w kogoś, o kim pamięć nadal żyła, kto był dogłębnie kochany przez tych, którzy go ujrzeli i wspólnie z nim przeżyli najpiękniejsze chwile swych żywotów. Ci odczuli to zapewne ze zdwojoną siłą, gdyż krzywdziła ich nie tylko sama przebrzydła kpina, ale czarę dodatkowo przelewało cierpienie Jezusa Chrystusa podczas swego skazania i próby ukrzyżowania. Mam jedynie nadzieję, iż chrześcijańskie sumienie wolnego Zachodu podejmie jakikolwiek trud, by zrozumieć cierpienie miliarda muzułmanów z pewnością nie mniej torturowanych, gdy stosuje się podobny nieludzki język odnośnie ich ukochanego Świętego Pana i jego Towarzyszy.

Wcześni chrześcijanie musieli to wszystko ścierpieć mimo własnej wiedzy i mimo posiadania niepodważalnych dowodów na to, iż Jezus żył i że nie umarł na krzyżu tak, jak to rozpowiedzieli Żydzi. Sami przecież opatrzyli jego rany. Byli świadkami, jak cudownie przebudził on się z głębokiej śpiączki, w jakiej to przekazano im jego ciało oraz widzieli go na własne oczy, nie pod postacią ducha, lecz w tym samym kruchym ludzkim ciele, w którym to tyle przecierpiał na rzecz prawdy i do tego cudownie przeżył swoje umęczenie. Rozmawiali z nim, jedli z nim i widzieli, jak krok po kroku, noc po nocy, odchodził on potajemnie z dala od miejsca Ukrzyżowania.

Wniebowstąpienie

Temat Wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa pozostaje nietknięty w Ewangeliach Św. Mateusza oraz Św. Jana. Brak jakiegokolwiek wspomnienia tak ważnego wydarzenia pozostawia wiele do myślenia. Jedynie dwie Ewangelie wspominają Wniebowstąpienie: Św. Marka (16:19) oraz Św. Łukasza (24:51). Jednakże, niedawne badania naukowców i uczonych wykazały, iż zapiski w obydwu tych Ewangeliach stanowią późniejsze interpolacje. Nie było ich w oryginalnych pismach.

Codex Sinaiticus datuje się na IV wiek i pozostaje on najstarszym, prawie pełnym zapisem Starego i Nowego Testamentu[2]. Świadczy on o tym, iż wspomniane wersety, zarówno Marka jak i Łukasza, nie zostały zawarte w oryginalnych, autentycznych wersjach, ale z pewnością dodane przez jakiegoś skrybę z własnej woli o wiele później. W Codexie Sinaiticus Ewangelia według Świętego Marka kończy się na rozdziale 16 wersecie 8. Fakt ten jest teraz także uznawany przez niektóre współczesne wydania Biblii[3]. Także Ewangelia Św. Łukasza (24:51) nie zawiera w Codexie Sinaiticus słów „został uniesiony do nieba”.

Według C.S.C Williams’a, krytyka literackiego, jeśli te braki w Codexie Sinaiticus stanowią prawdziwą formę Ewangelii, to w oryginalnym tekście Ewangelii nie ma jakiejkolwiek wzmianki o Wniebowstąpieniu[4].

Nawet Świadkowie Jehowy, którzy są jednymi z najbardziej porywczych orędowników „Synostwa” Jezusa i jego wyniesienia do Boga Ojca, musieli byli pod koniec przyznać, iż wersety w Ew. Świętego Marka oraz Łukasza były dodatkami bez podstaw w oryginalnym tekście.[5]

Co stało się z Ciałem Jezusa?

Bliższa, krytyczna analiza z punktu widzenia zdrowego rozsądku i logiki wykazuje kolejne absurdalności zawarte w zapisach Ukrzyżowania i Wniebowstąpienia, prezentowanych obecnie przez chrześcijan. Wystarczająco wiele powiedzieliśmy już o powrocie Jezusa do swego ludzkiego ciała. Chcemy tylko dodać do tej kwestii to, co możliwie stało się z tym ciałem, gdy Jezus w końcu wniebowstąpił, o ile miało to w ogóle miejsce.

Niektórzy chrześcijanie, skonfrontowani pytaniem, co takiego stało się z ciałem Jezusa Chrystusa, sugerują, iż wraz z tym, jak został on wyniesiony do swego niebiańskiego Ojca jego fizyczne ciało rozpadło się i znikło w blasku. Podnosi to dość istotną kwestię. Jeśli opuszczenie przez Jezusa swego ludzkiego ciała skutkowało takim wybuchowym wydarzeniem, dlaczego nie stało się tak w momencie jego pierwszej opisanej śmierci? Jedynym odniesieniem co do śmierci Jezusa obecnym w Biblii są słowa Św. Mateusza, iż wisząc wciąż na krzyżu „wyzionął ducha”. Jak widać, nic się nie wydarzyło poza gładkim opuszczeniem ciała przez duszę. Czy mamy przypuścić, iż nie umarł on na dobrą sprawę na krzyżu, gdyż jeśliby opuścił ciało, eksplodowałoby ono także i wtedy w podobny sposób? Czemu wydarzyło się to dopiero za drugim razem, gdy Jezus opuścił swe ciało? Biorąc pod uwagę okoliczności istnieją tylko dwie możliwości:

  1. Iż osoba Jezusa nie pozostała na wieki zawarta w ciele ludzkim po tym, jak jego dusza do niego powróciła i że podczas swego wniebowstąpienia odrzucił on swe ludzkie ciało i wstąpił do nieba jedynie jako dusza Boga.

Nie jest to ani podparte faktami ani też do pomyślenia, gdyż wiodłoby to do ślepego zaułka stwierdzenia, iż Jezus umarł dwa razy. Pierwszy raz na krzyżu, a drugi raz podczas Wniebowstąpienia.

  1. Iż pozostał on na zawsze zamknięty w ciele człowieka.

To jest nie do zaakceptowania, ponieważ jest odrażające i przeczy czci i majestatowi obrazu Boga. Z drugiej strony, mamy punkt widzenia zdrowego rozsądku; Błędne byłoby rozumienie wniebowstąpienia Jezusa jako swego rodzaju starożytną podróż kosmiczną, a niebo jako miejsce poza słońcem, księżycem i galaktykami. Prawda nie leży ani tu, ani tam[6]. Wynalezienie takiej przedziwnej historii, zatem, zmotywowany mógł być jedynie nierozwiązywalnym problemem wczesnego chrześcijaństwa. Gdy zniknął Jezus, naturalne było zadanie pytania, co się z nim stało. Wcześni chrześcijanie nie mogli rozwiązać oczywiście sprawy przez otwarte powiedzenie, iż skoro nigdy nie umarł, to nie było kwestii pozostawiania ciała i ciało to na dobrą sprawę wyruszyło wraz z nim w jego podróż. W ten sposób łatwo można by rozwiązać zagadkę zniknięcia ciała. Ale przyznanie się to tego nie było możliwe. Ci, którzy odważyliby się przyznać do tego, iż widziano Jezusa żywego i oddalającego się z Judei stali przed zagrożeniem skazania przez rzymskie prawo jako uczestników w zbrodni ucieczki przed sprawiedliwością.

Chronienie się za pomocą wynalezionej historii, takiej jak wniebowstąpienie Jezusa, stanowiło rozwiązanie bezpieczniejsze, bez względu na to, jakże przedziwne. Ale oczywiście wymagałoby to folgowania fikcji. Musimy tutaj oddać cześć uczciwości wczesnych uczniów, którzy to mimo takiego zagrożenia nie posłużyli się kłamstwem. Wszyscy pisarze Ewangelii postanowili raczej przemilczeć sprawę, niż skryć się za zasłoną dymną nieprawdy. Z pewnością musieli oni cierpieć szyderstwa ze strony swych przeciwników, lecz wybrali cierpienie w milczeniu.

Tajemnicze milczenie ze strony tych, którzy znali prawdziwą historię musiało być w dużej mierze odpowiedzialne za rozsianie nasion zwątpienia w umysłach chrześcijan późniejszych pokoleń. Musieli się oni zastanawiać: dlaczegoż to, po tym jak dusza Jezusa Chrystusa odeszła, nie było żadnych wzmianek o pozostawieniu jego ciała? Gdzie ono się podziało i cóż się z nim stało? Czemu dusza Chrystusa powróciła do tego samego ciała, jeśli się tak w ogóle stało? Te kluczowe pytanie bez odpowiedzi mogły zrodzić dalsze pytania. Jeśli ożywienie oznaczało powrót do tego samego ciała, cóż takiego musiało się przydarzyć Jezusowi Chrystusowi po jego drugim okresie uwięzienia w cielesnej, ludzkiej ramie? Czy pozostał on wiecznie uwięzionym w tym ciele, bez nadziei na ponowne uwolnienie?

Z drugiej strony, jeśli dusza Jezusa ponownie opuściła to samo ciało, to czy ożywienie to było chwilowe, czy permanentne? Jeśli nie pozostał on uwięziony w nim, to co się stało z ciałem po jego drugiej śmierci? Gdzie je pochowano i czy są jakieś wzmianki o tym w jakichkolwiek archiwach czy też kronikach?

Wydaje się, iż pytania te, nawet jeśli nie zadane wcześniej, musiały zostać zadane podczas późniejszych wieków, kiedy to miejsce miały intensywne rozważania filozoficzne co do tajemnicy Chrystusa i wszystko, co o nim wiedziano badane było przez wielu teologów chrześcijańskich. Wygląda na to, iż jakiś pozbawiony skrupułów skryba postarał się temu wywinąć przemieniając ostatnie dwanaście wersetów Ewangelii Św. Marka i fałszywie przypisując mu stwierdzenie, iż Jezusa po raz ostatni widziano, jak wstępował w tym samym ciele do nieba.

Macki machinacji nie oszczędziły także Ewangelii Św. Łukasza, gdzie sprytne wstawienie słów „i został uniesiony do nieba” w 24:51 posłużyło za zmianę. W ten sposób raz na zawsze uciszył on pytania. Tymże sposobem rozwiązano przynajmniej jedną tajemnicę chrześcijańskich dogmatów. Ale za jaką cenę! Za cenę szlachetnych faktów odnoszących się do prawdziwej, świętej istoty Jezusa Chrystusa. Prawda Chrystusa została tymże poświęcona na ołtarzu fikcji. Od tamtej pory, chrześcijaństwo postępowało dalej, nie słabnąc ani też cofając się w swej podróży tej zamiany faktów na fikcję. Wiemy na pewno, iż Żydzi nie byli uradowani z faktu nie odnalezienia ciała Jezusa Chrystusa (Ew. wg Św. Mateusza 28:11-15). Chcieli oni mieć pewność śmierci Jezusa i potrzebowali ku temu powszechnie uznanego dowodu śmierci, czyli obecności martwego ciała. Złożona przez nich Piłatowi skarga stanowczo wykazuje ich niepokój co do ich zniknięcia (Ew. wg Św. Mateusza 27:62-64).

Prawdziwe, proste rozwiązanie, natomiast, polega na fakcie, iż Chrystus nie umarł, jak to się uważało, a zatem kwestia brakującego ciała była kompletnie bez znaczenia, i aby spełnić swą obietnicę musiał on opuścić Judeę w poszukiwaniu zaginionych owiec Domu Izraela. Jasnym jest, iż nikt nie mógł go więcej zobaczyć.

Stanowisko muzułmanów Ahmadiyya

Stanowisko muzułmanów Ahmadiyya co do miejsca pobytu ciała Jezusa jest bardzo jasne, logiczne i oparte na faktach. Przedstawia ono Jezusa i to, co się z nim stało w świetle prawdy, rozjaśnianym swą chwałą. Rzeczywistość Jezusa Chrystusa jest tak piękna, iż nie wymaga budowania wokół niej upiększającej tajemnicy. Prawda o nim obejmuje jego cierpienie na rzecz grzesznej ludzkości w ciągu jego życia, którego kulminacją była agonia Ukrzyżowania; jego zbawienie z krzyża, jak to było mu obiecane przez Łaskawego i Dobroczynnego Boga Wszechmogącego, oraz jego późniejsza migracja w poszukiwaniu dziesięciu zaginionych plemion Izraela.

Zatem przekazał on słowo Boga nie tylko dwóm plemionom, które to nauczał przez Ukrzyżowaniem, ale także wyruszył ku reszcie plemion Izraela, tymże wypełniając swój obowiązek. Dopiero wtedy zakończył on swe duszpasterstwo. Taka jest szlachetna i okryta chwałą prawda życia Jezusa.

Założyciel Społeczności Ahmadiyya, Hadrat Mirza Ghulam Ahmad z Qadian, powiedział około sto lat temu, iż Jezus, prawdziwy prorok Boga, ocalony został z krzyża, tak jak to wcześniej przepowiedział. Po raz pierwszy w historii Islamu, Jego Świątobliwość Mirza Ghulam Ahmad, prowadzony przez Boga, zdjął zasłonę mistycyzmu z prawdy o życiu Jezusa. To on, w obliczu wielkiej niechęci ze strony większości ortodoksyjnych muzułmanów, powiedział, iż Jezus ani nie umarł na krzyżu, ani też nie wstąpił do nieba, ale został cudownie uratowany przed śmiercią na krzyżu zgodnie z obietnicą Boga. Potem Jezus wyruszył w poszukiwaniu zagubionych owiec Domu Izraela, jak sam obiecał.

Podążając za prawdopodobną trasą migracji plemion Izraelitów można spokojnie założyć, iż musiał on podróżować przez Afganistan w swej drodze do Kaszmiru oraz innych części Indii, gdzie mówiono o obecności plemion Izraelitów.

Istnieją silne dowody historyczne, iż ludy zarówno Afganistanu, jak i Kaszmiru pochodzą od tych migrujących plemion Żydowskich. Jego Świątobliwość Mirza Ghulam Ahmad wyjawił, iż Jezus umarł i został pochowany w Srinagarze w Kaszmirze.

Gdy Ahmadi przedłożyli to wyjaśnienie jako możliwe i realistyczne rozwiązanie zniknięcia ciała Jezusa z kraju jego narodzin, często spotykała ich odpowiedź, iż nawet jeśli został on zbawiony przed śmiercią na krzyżu, zbyt naciągnięty jest wniosek iż podjął on się niebezpiecznej podróży z Judei do Kaszmiru. Słysząc taką odpowiedź Ahmadi zastanawiało, co stanowi większą odległość, dystans pomiędzy Palestyną a Kaszmirem, czy też ten między Ziemią a najdalszymi zakątkami Raju. Ponownie, Ahmadi zastanawia, co takiego stało się z obietnicą Jezusa Chrystusa odnośnie odnalezienia przez niego Zaginionych Owiec Domu Izraela. Jeśli wyruszył on z Palestyny prosto na swe miejsce po prawicy Ojca, czy zapomniał on o swym zobowiązaniu, czy też było ono dla niego niemożliwe do spełnienia? Mogło być albo tak, albo też, jak zostało nam wcześniej zasugerowane, iż Zaginione Owce Domu Izraela wcześniej zostały zabrane do nieba, do którego to za nimi podążył Jezus?

Przypadki Przetrwania

Tym, którym nadal ciężko jest uwierzyć w możliwość przeżycia przez Jezusa ukrzyżowania, przedstawiamy fakt, iż w świetle znanej i zapisanej historii ludzkiego przetrwania w niezwykle wrogich okolicznościach przypadek Jezusa, tak jak go przedstawiliśmy, nie jest ani dziwny, ani też niemożliwy do zaakceptowania. Wiele uznanych medycznie i sprawdzonych przypadków bliskiej śmierci przedstawiają całą masę dowodów za możliwością ludzkiego przetrwania  w prawie niemożliwych okolicznościach.

Warto wspomnieć dobrze udokumentowany przypadek Maharadży małego obszaru Indii przed podziałem. Znalazł on się w podobnej, prawie niemożliwej sytuacji, w której miał nikłe szanse przetrwania. Maharadża, o którym mowa, został otruty przez swą żonę i gdy jego ciało poddawane było kremacji, z dobrze rozpalonym już ogniem, pojawiła się nagle gwałtowna burza. Koniec końcem, nie tylko uciekł on śmierci, ale też, po długiej bitwie prawnej, odzyskał on swój tron. Historia wyglądała tak:

“Ramerandra Narayan Roy, Kumar Bhowal Estate z siedzibą w Court of Wards w Joydevpur, został rzekomo otruty i uznano go za zmarłego i jego ciało złożono do kremacji w maju 1909. Okoliczności wskazywały, iż jego żona była głównym graczem w tej próbie morderstwa. Głośne uderzenie pioruna spowodowało, iż grupa odpowiedzialna za kremację pospiesznie powróciła do domostw, pozostawiając martwe ciało przed jej ukończeniem. Deszcz ugasił ogień. Grupka sahdu (pustelników Hindu) dostrzegła, iż kremowany człowiek nadal żył. Tak oto został uratowany. Następnego dnia, gdy spiskowcy odkryli, iż ciało zniknęło, skremowali oni inne zwłoki, aby przypieczętować fakt śmierci Kumara. Sahdu, którzy go ocalili, zabrali go ze sobą w tułaczkę po różnych miejscach. Śmierć kliniczna wywołała u Kumara utratę pamięci, która powróciła powoli z czasem i dwanaście lat później odwiedził on Joydevpur. Znajoma okolica do reszty przywróciła mu wspomnienia. Gdy Kumar złożył sprawę do sądu, aby odzyskać swe dawne włości, które prawowicie odziedziczył, jego żona i paru innych mu się przeciwstawiło. Rozgorzała zażarta walka sądowa. Ponad tysiąc osób zeznało po stronie Kumara, a czterysta po stronie żony. Sprawa dotyczyła tożsamości Kumara, który rzekomo umarł 12 lat wcześniej.

Kumar wygrał sprawę po tym, jak opisał znaki na ciele swej żony, które tylko mąż miał prawo znać. Przywrócono mu wtedy włości.”[7]

Setki tysięcy podobnych przypadków mogło zostać w ogóle nie udokumentowanych. Dzięki nowoczesnym ośrodkom medycznym oraz mediom, napływają i zostają udokumentowane wieści o setkach podobnych przypadków. Jeśli wszystko to jest możliwe w przypadku zwykłych ludzi, pochodzących z różnych klas społecznych i posiadających różne podstawy religijne i moralne, to dlaczegoż miałoby to być niemożliwe w przypadku Jezusa? Jeśli ktokolwiek ma szansę przetrwać sytuacje wymagające i czasem niemożliwe, to z pewnością Jezus miał jeszcze większą, gdyż otaczały go wyjątkowe okoliczności. Jednak, o dziwo, sceptycy odrzucają możliwość przeżycia przez Jezusa ukrzyżowania. Wolą oni wierzyć w o wiele mniej realistyczną, dziwną i nienaturalną opowieść o jego ożywieniu z kompletnej śmierci – śmierci, która trwała według nich przez trzy pełne dni i noce.

Medycyna także zainteresowała się zjawiskiem śmierci klinicznej. Przeprowadzono badanie, w którym to przeanalizowano siedemdziesiąt osiem różnych przypadków doświadczenia śmierci klinicznej. W osiemdziesięciu procentach tych przypadków personel medyczny obecny był w trakcie, lub zaraz po tych doświadczeniach. Ciekawe jest to, iż czterdzieści jeden procent badanych oświadczyło, iż wzięto ich za martwych podczas swych doświadczeń bliskiej śmierci.[8]

Jeśli eksperci medyczni, wyposażeni we wszelakiej maści sprzęt medyczny, są w stanie określić żywą osobę martwą, to jak wiarygodne jest zeznanie poruszonego obserwatora, który widział Jezusa tracącego przytomność i z tego wydedukował, iż umarł? A na dodatek, po ujrzeniu go ponownie, wyciągnięcie wniosku iż został on ożywiony z martwych jest totalnie bezpodstawne.


[1] * The Talmud Unmasked’ by Rev I.B. Pranaitis, Chap. I, p.30.
[2] Jesus the Evidence by Ian Wilson (1984), p 18.
[3] The Holy Bible, New International Version (1984) by International Bible Society, p 1024.
[4] The Secrets of Mount Sinai, the Story of Finding the World’s Oldest Bible Codex Sinaiticus, by James Bently, p. 131.
[5] New World Translation.
[6] The Lion Handbook of Christian Belief, Lion, London (1982) p. 120.
[7] The Bhowal Case, compiled by J.M. Mitra and R.C. Chakravarty, published by Peer & Son, Calcutta.
[8] The Phenomenology of Near-Death Experiences, by Bruce Greyson, M.D and Ian Stevenson, M.D., AM. Psychiatry 137:10, October 1980

Shpërndaje